Kopia zapasowa strony WordPress. Jak ją robić, żeby naprawdę działała

Kopia zapasowa strony WordPress to rzecz, o której nikt nie myśli, dopóki strona nie przestanie się otwierać. Aktualizacja wtyczki, jeden źle wklejony kod w functions.php, przypadkowo skasowana sekcja w Elementorze i nagle zamiast strony masz biały ekran. Jeśli masz backup sprzed doby, to jest kwadrans roboty. Jeśli nie masz, zaczynają się schody.
Co tak naprawdę trzeba zapisać
WordPress składa się z dwóch części i obie muszą być w kopii. Pliki, czyli motyw, wtyczki, zdjęcia i cała zawartość katalogu wp-content. Oraz baza danych, w której siedzą teksty, ustawienia, menu, użytkownicy i konfiguracja wszystkich wtyczek.
To najczęstszy błąd, jaki widuję: ktoś zgrywa sobie pliki przez FTP i jest przekonany, że ma kopię strony. Ma katalog ze zdjęciami. Po przywróceniu samych plików dostaniesz świeżą instalację WordPressa bez ani jednej podstrony. Bez bazy danych ta kopia jest prawie bezużyteczna.
Kiedy kopia zapasowa faktycznie ratuje sytuację
Najczęściej po aktualizacji. Wtyczka dostaje nową wersję, gryzie się z motywem albo z PHP na serwerze i strona przestaje działać. Zdarza się to rzadko, ale zdarza.
Druga sprawa to zwykłe ludzkie pomyłki. Ktoś, kto samodzielnie edytuje stronę w Elementorze, chce poprawić jedno zdanie, usuwa pół sekcji i zapisuje. Historia zmian w Elementorze pomoże przez kilka dni, ale nie zawsze i nie wszędzie.
Trzeci scenariusz to włamanie. Strona zaczyna serwować spam, w plikach pojawia się obcy kod, Google wyświetla ostrzeżenie. Czyszczenie zainfekowanej instalacji potrafi zająć kilka godzin. Przywrócenie czystej kopii sprzed infekcji, kilkanaście minut.
I czwarty, najbardziej niedoceniany: zmieniasz hosting albo firmę, która opiekuje się stroną. Kompletny backup to wtedy po prostu twoja strona w pudełku, którą możesz zabrać ze sobą.
Trzy sposoby, żeby to ogarnąć
Backup po stronie hostingu robi się sam i nic nie musisz klikać. Większość porządnych firm trzyma kopie z ostatnich 7 do 30 dni, ale w tańszych pakietach bywa z tym różnie i to jedna z rzeczy, którą warto sprawdzić, zanim wybierzesz hosting pod WordPress. Drugi minus: kopie leżą na tym samym serwerze co strona, więc w razie poważnej awarii hostingu możesz stracić jedno i drugie.
Wtyczka typu UpdraftPlus czy Duplicator daje więcej kontroli. Ustawiasz harmonogram i kopia ląduje na Google Drive, Dropboksie albo w zewnętrznej chmurze, czyli poza serwerem. Przywracanie to kilka kliknięć z panelu WordPressa.
Ręcznie, przez FTP i eksport bazy z phpMyAdmin, robi się kopię głównie przed większymi zmianami. Zajmuje pięć minut i daje pewność, że masz stan sprzed konkretnej operacji, a nie sprzed nocy.
Najsensowniej łączyć: automat od hostingu jako pierwsza linia, wtyczka wysyłająca kopię na zewnątrz jako druga, plus ręczny backup przed każdą większą przebudową.
Gdzie trzymać kopie
Zasada jest prosta: kopia zapasowa strony WordPress powinna leżeć w innym miejscu niż sama strona. Jeśli serwer się sypie albo konto hostingowe zostaje zablokowane za niezapłaconą fakturę, backup trzymany na tym samym serwerze znika razem z nim.
W praktyce wystarczą dwa miejsca. Jedno automatyczne u hostingodawcy i drugie zewnętrzne, na przykład katalog na Google Drive albo Dropboksie, do którego wtyczka wrzuca paczkę raz w tygodniu. Przy stronie firmowej to zwykle kilkaset megabajtów, więc darmowe konto spokojnie wystarczy.
Dobrym nawykiem jest też ściągnięcie raz na jakiś czas pełnej paczki na własny dysk. Pliki plus baza w jednym folderze z datą w nazwie. Nic wymyślnego, ale to jedyna kopia, do której masz dostęp nawet wtedy, gdy stracisz dostęp do wszystkiego innego.
Jak często robić kopię
To zależy od tego, jak często strona się zmienia. Wizytówka firmowa, na której przez pół roku nic się nie dzieje, spokojnie wystarczy raz w tygodniu. Blog z nowymi wpisami, raz na dobę. Sklep internetowy na WordPressie z zamówieniami, codziennie, a przy większym ruchu nawet częściej, bo każda utracona godzina to realne zamówienia i dane klientów.
Osobna kwestia to retencja, czyli jak długo trzymasz stare kopie. Trzy dni wstecz to za mało. Infekcję albo błąd w treści zauważa się czasem po dwóch tygodniach i wtedy okazuje się, że wszystkie dostępne kopie zawierają już problem. Miesiąc historii to rozsądne minimum.
Backup, którego nikt nie sprawdził, to nie backup
To zdanie brzmi jak truizm, ale realnie widuję sytuacje, w których wtyczka backupowa przestała działać pół roku wcześniej i nikt tego nie zauważył, bo przecież „kopie się robią”. Albo pliki są, tylko okrojone o katalog z multimediami, bo przekroczyły limit.
Raz na kwartał warto sprawdzić, czy kopia faktycznie istnieje, ile waży i czy da się ją odtworzyć. Najlepiej przywrócić ją na subdomenie albo lokalnie i zobaczyć, czy strona się podnosi. Dziesięć minut testu oszczędza bardzo nieprzyjemne popołudnie.
Najprostszy zestaw na start
Jeśli masz zwykłą stronę firmową i nie chcesz się w to zagłębiać, wystarczy sprawdzić w panelu hostingu, czy automatyczne kopie są włączone i jak daleko sięgają. Potem zainstalować UpdraftPlus, podpiąć Google Drive i ustawić cotygodniowy backup plików razem z bazą. Na koniec jeden test przywracania, żeby wiedzieć, że to działa.
Backupy razem z aktualizacjami i monitoringiem to standardowy zakres opieki technicznej nad stroną. Jeśli nie chcesz o tym pamiętać co tydzień, najprościej oddać to komuś, kto po prostu ma to w obowiązkach.
Tak czy inaczej: to jedna z tych rzeczy, które robi się raz i zapomina. Do dnia, w którym okazują się najlepszą decyzją miesiąca.
Potrzebujesz kogoś, kto zajmie się backupami i aktualizacjami Twojej strony? Napisz do mnie.